Dobre praktyki… Employer Branding

INKUBATOR INŻYNIERÓW

„Nie ma ludzi niezastąpionych!” – mawiał jeden z moich pierwszych szefów, dyrektor lokalnego oddziału spółki, która miała takowe (oddziały) we wszystkich większych miastach Polski (dziś wojewódzkich). Im dłużej tam pracowałam, tym „nie ma ludzi niezastąpionych” słyszałam coraz częściej – w odpowiedzi na składane przez pracowników wypowiedzenia.

To były lata 90. i tego typu podejście do pracowników, czy też – przyjmując już tę ekonomiczną perspektywę – podejście do kapitału ludzkiego, nie było czymś odosobnionym. Ale już w następnej dekadzie sytuacja zaczęła się diametralnie zmieniać: rosła liczba pracodawców, którzy z zaangażowaniem dbali o swoich pracowników. Mądrzy pracodawcy zdawali sobie bowiem doskonale sprawę, że choć fluktuacja kadr jest rzeczą naturalną i oczywistą, to już nadmierna rotacja poważnie osłabia każde przedsiębiorstwo, narażając ją na czasowe i finansowe koszty częstych rekrutacji i koszty zawodowego przygotowania nowych pracowników do specyfiki pracy w danej firmie. Nie ma ludzi niezastąpionych? Owszem, ale koszty ich zastąpienia mogą być dla firmy zabójcze. Czyż nie dużo prościej zadbać o tych pracowników, których się ma? Wszak to zadbani pracownicy są naszymi najlepszymi ambasadorami – propagatorami naszej kultury organizacyjnej, tymi, którzy wywołują błysk zazdrości w oczach słuchaczy, opowiadając na rodzinnych czy koleżeńskich spotkaniach o tym, jak się pracuje w naszej firmie. To głównie oni, czasem jeszcze wspierani przez media oraz system nagród i wyróżnień dla najlepszych pracodawców sprawiali, że w pocztowej skrzynce działu kadr regularnie pojawiały się nowe aplikacje kolejnych chętnych do pracy w naszej organizacji. Tak kształtował się polski employer branding, czyli system promocji przedsiębiorstwa jako dobrego, atrakcyjnego pracodawcy. Kiedy jednak kraje Unii Europejskiej – najpierw Wielka Brytania, potem Francja i w końcu Niemcy – otworzyły swoje rynki pracy dla Polaków, to, co jeszcze wczoraj doskonale sprawdzała się jako skuteczne narzędzie employer branding – zatrzymywania wartościowych pracowników i pozyskiwania najlepszych nowych kandydatów – przestało wystarczyć…

Wysysanie inżynierów
Otwarty europejski rynek pracy okazał się zmorą dla wielu polskich pracodawców. Atrakcyjne finansowo zachodnie rynki zaczęły wysysać specjalistów wielu dziedzin, w tym inżynierów różnych specjalności – od IT przez mechanikę i robotykę po obróbkę skrawaniem czy przetwórstwo chemiczne. A to wszak właśnie kadry inżynierskie są kluczowym warunkiem rozwoju polskiej gospodarki pod kątem innowacyjności i własnych technologii.

Młodzi inżynierowie kuszeni są więc z jednej strony przez zachodnie rynki pracy – a im taki rynek znajduje się bliżej, jak w przypadku województw Polski Zachodniej – tym pokusa jest większa, z drugiej – przez zlokalizowane najczęściej na obrzeżach wielkich miast czy w specjalnych strefach ekonomicznych i przemysłowych, oddziały i filie zachodnich lub dalekowschodnich przedsiębiorstw. W trudniejszej sytuacji znajdują się przedsiębiorstwa zlokalizowane poza bliskością dużych ośrodków miejskich. Tu jednak wabikiem na inżynierów pozostaje możliwość odbycia np. szkoleń w siedzibie firmy-matki na Dalekim Wschodzie, bądź w którymś z licznych zakładów na kontynencie europejskim albo, nierzadko, jakimkolwiek innym kontynencie – no, może poza Antarktydą.
Co w takiej sytuacji może zrobić lokalny przedsiębiorca, właściciel zakładu produkcyjnego zbudowanego własnymi rękami w rodzinnej miejscowości, produkującego dużo i coraz więcej na europejski rynek? Skąd brać inżynierów i technologów stanowiących siłę napędową każdego rozwijającego się innowacyjnego przedsiębiorstwa? Przed takim dylematem stanął Jan Borodziuk, właściciel Zakładu Elektryczno-Metalowego BOEM Jan Borodziuk w Mirosławicach koło Trzebiatowa (pow. gryficki, woj. zachodniopomorskie), produkującego nie tylko znane w całej Polsce kontenery na odzież oraz kontenery na potrzeby transportu i budownictwa, ale również będące europejskim hitem nowoczesne kontenery podziemne, pozwalające na składowanie śmieci w specjalnych zbiornikach pod ziemią, wyposażone w czujniki poziomu zapełnienia. Skąd do rozwoju – zwłaszcza ostatniego, innowacyjnego produktu – wziąć zdolnych inżynierów na wysysanym zeń systematycznie rynku?

Dla Jana Borodziuka odpowiedź była prosta: wychować ich sobie. W ten sposób w BOEMie narodził się w 2016 r. projekt „PRACUJ i STUDIUJ” adresowany rokrocznie do aktualnych maturzystów zobacz więcej. 

Zainwestować w przyszłego inżyniera
Zasady programu są proste: podejmujący po maturze pracę w BOEMie najlepsi absolwenci mają zagwarantowane sfinansowanie przez firmę studiów zaocznych na kierunku technicznym wybranej uczelni – najczęściej są to najbliżej zlokalizowane uczelnie, czyli Politechnika Koszalińska lub Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny w Szczecinie. Czy można sobie wyobrazić lepszy start w dorosłe życie? Młody człowiek pracuje, studiuje, zdobywa doświadczenie i zarabia.

Oczywiście – to nie jest oferta dla wszystkich – lecz dla najlepszych i najbardziej zmotywowanych maturzystów z danego roku. Podstawowym kryterium przyjęcia do programu są wyniki pisemnego egzaminu maturalnego, składające się na współczynnik (tj. liczbę punktów – LP) obliczany według następującego algorytmu: LP = A*W+B*W, gdzie A oznacz liczbę punktów uzyskanych przez kandydata do pracy na egzaminie maturalnym z matematyki (poziom podstawowy lub rozszerzony), B z fizyki, chemii lub informatyki (poziom podstawowy lub rozszerzony), zaś W to współczynnik wynoszący 1,0 dla poziomu podstawowego oraz 1,5 dla poziomu rozszerzonego danego przedmiotu. Laureaci i finaliści olimpiad szczebla centralnego, konkursów międzynarodowych i ogólnopolskich z przedmiotów ścisłych – uzyskują maksymalną liczbę punktów.

Dodatkowo wkrótce: mieszkanie służbowe
Aktualnie z programu korzysta 3 pracowników. Ale ambitne plany rozwoju BOEM zakładają również rozwój jego kadry, obecnie 200-osobowej. Już wkrótce młodzi inżynierowie i inni pracownicy spoza okolicy – których do BOEM dojeżdża coraz więcej, nawet z odległego o ponad 100 km Szczecina – będą mogli liczyć na mieszkanie służbowe w rewitalizowanym przez Jana Borodziuka kompleksie w oddalonej o 2 km od zakładu miejscowości Jaromin. Okolice przedsiębiorstwa to popularny region turystyczny; z łączącego się bezpośrednio z Mirosławicami Trzebiatowa – posiadającego piękną, sięgającą średniowiecza historię – jest już tylko 10 km do nadmorskiego Mrzeżyna i około 20 – 30 km do popularnych nadmorskich miejscowości jak Pogorzelica, Niechorze, Rewal i Trzęsacz z jednej strony (zachodniej) i perły Bałtyku, czyli miasta Kołobrzeg – z drugiej (wschodniej).

Czy właścicielowi fabryki BOEM uda się wygrać bój o polskich inżynierów z niemieckimi pracodawcami? Wierzymy, że tak!

 

A w najbliższym czasie…

Szkolenia…

Akademia prezentacji: profesjonalne wystąpienia publiczne

Asertwyność i komunikacja w biznesie PREMIUM

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

pięćdziesiąt osiem − pięćdziesiąt jeden =