Zapracowani, efektywni = (nie)zawsze szczęśliwi

O czym powinniśmy myśleć „po godzinach”, a o czym nie myśleć w ogóle? Czym jest pracoholizm…

Zawsze dyspozycyjny, aktywny, gotowy pracować od rana do wieczora, by osiągnąć najlepsze wyniki. Presja czasu i ciągłe podnoszenie poprzeczki zaburza równowagę między pracą a życiem prywatnym. O kim mowa? O pracoholiku, który w natłoku zadań i informacji nie zauważa, że przemęczenie rzutuję na relację z otoczeniem, samopoczucie i wydajność w pracy. Warto być pracowitym i ambitnym, jednakże przyjrzyjmy się jak praca może wypełnić całe życie…i już nie ma czasu, by myśleć o innych sprawach.

Gdy grafik pęka w szwach…

Jestem przemęczony – ale nie mam dość!

Analizując dane Eurostatu, Polacy pracują ponad normę, a liczba przepracowanych w tygodniu godzin uplasowała nas w zestawieniu w pierwszej dziesiątce.

W pogoni za karierą, pieniędzmi, osiągnięciami i dobrym statusem społecznym zapominamy o tym co ważne, ponieważ zewsząd dochodzą sygnały, że trzeba być najlepszym. Jak złapać równowagę i nie stracić kontaktu z rzeczywistością?

Dzień zaczyna się o 7 a kończy późnym wieczorem. Praca powyżej 8 godzin, dodatkowe sprawy do załatwienia, dokumenty przyniesione do domu, żeby jeszcze „chwilkę” popracować. Sen zajmuje zaledwie 3 lub 4 godziny na dobę. Podczas weekendu głowa przepełniona sprawami, do których najlepiej przysiąść od razu. Zmęczenie, rozdrażnienie, brak energii.  Nie ma miejsca na pasje, marzenia, przyjemne chwile, bo „coś trzeba”, „musisz to dokończyć”. Przyjmowane są dodatkowe zadania. Takie osoby nie widzą problemu, żeby po godzinach sprawdzić pocztę, odpisać na emaile – praca nie może czekać. Pracoholikowi sprawia radość, że szef go docenia i podsuwa nowe projekty. Osoba ta jest zaabsorbowana swoją pracą. Myśli o obowiązkach zawodowych towarzyszą mu wszędzie.

A może to jedynie przepracowanie? Niestety nie, to jest właśnie pracoholizm. W odróżnieniu od osoby przepracowanej pracoholicy nie myślą o wolnych chwilach. Wręcz odwrotnie, cieszą się, że są aktywni, osiągają wysokie wyniki, czego inni „mniej pracowici” mogą pozazdrościć.

Niepokojące sygnały

Czy pracoholizm charakteryzują wyłącznie długie godziny spędzone w biurze? Niekoniecznie. Skłonni do bycia pracoholikami są perfekcjoniści, pedanci, którzy uważają, że wszystko zrobią lepiej. Mają nieustanną potrzebę kontroli, preferują pracę samodzielną niż zespołową. Realizowanie nowych zadań czy wysokie wyniki zwiększają ich poczucie wartości. Są to jedyne chwile, które sprawiają prawdziwą radość, dają poczucie satysfakcji. Dla wielu praca jest jedynym sensem. Zagłuszają niepowodzenia w życiu prywatnym, ponieważ nie nawiązują nowych kontaktów z ludźmi lub zaniedbują relacje z najbliższymi. A może warto przestać patrzeć jedynie na własne życie przez pryzmat osobistych osiągnięć i rezultatów zawodowych?  Zamiast podporządkowywać wszystko pracy, z  przemęczenia popełniać kolejne błędy, warto pomyśleć jak zachować życiową równowagę.

(Nie)szczęśliwi perfekcjoniści

Ostatni projekt i zwolnię tempo…

Gdy praca jest głównym obszarem życia to organizm sam zaczyna domagać się odrobiny adrenaliny, która towarzyszy przy wykonywaniu kolejnych zadań. Albo odwrotnie, jesteśmy tak przemęczeni, ze nasz organizm odmawia posłuszeństwa, są to poważne sygnały, że przekroczyliśmy cienką linię między życiem prywatnym a angażowaniem się w pracę. Zaczynamy tkwić w błędnym kole. Jak z niego wyjść? Przeanalizować swoje dotychczasowe postępowanie, by znaleźć przyczynę tych problemów. Zastanowić się jak postrzegamy swoją osobę, dlaczego tak dużo pracujemy lub w czym tkwi problem, że nie potrafimy odpuścić niektórych zadań.

Warto nauczyć się, że „nie tylko ja robię coś dobrze”, dzięki czemu można zwolnić tempo i cieszyć się życiem.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

siedem + jeden =